Świat sztuki przygotowywał mnie do fotografii, zanim jeszcze wiedziałam, że pewnego dnia stanie się ona językiem moim.
Nazywam się Mona Ławicka i jestem autorką MonArt.
Fotografia pojawiła się w moim życiu jako naturalne następstwo wielu pasji, które towarzyszyły mi właściwie od dzieciństwa. Zanim zaczęłam opowiadać fotograficznym obrazem , fascynował mnie świat filmu, muzyki, teatru i słowa. Każda z tych dziedzin pozostawiła we mnie coś, co dzisiaj odnajduję we własnych fotografiach...
Film nauczył mnie patrzeć kadrem.
Muzyka — czuć jego rytm i emocję w lekkości chwili.
Teatr — budować atmosferę w rozmarzeniu czarowności.
Słowo — opowiadać.
A sama fotografia pozwoliła mi połączyć je wszystkie w jeden język... mój własny... na miarę szyty
Muzyka zajmuje w tym świecie miejsce szczególne. Stała się dla mnie nie tylko inspiracją wzniosłości tańca zmysłów, ale również przestrzenią własnych poszukiwań i doznań. Nagrałam pięć odcinków podcastu poświęconego muzyce "Etniczna Strefa Zmysłów", w których opowiadałam o jej istocie, znaczeniu i emocjach, jakie potrafi w człowieku pozostawić. Dziś bardzo często muzyka właśnie, staje się niewidzialną częścią moich projektów fotograficznych — podpowiada ich nastrój, rytm, kolor, a czasem nawet historię całą.
Z czasem zrozumiałam, że wszystkie te pozornie osobne, osobliwe fascynacje moje, od lat prowadziły mnie w jedno miejsce wyjątkowe...
Do fotografii.
Nie interesuje mnie jednak wyłącznie zatrzymywanie okiem moim tego, co znajduje się przed obiektywem jedynie. Bardziej fascynuje mnie pytań Moc, od momentu, gdy aparat w dłoń ujęłam: co jeszcze można w tym zobaczyć? Czy Natura swój drugi wymiar posiada? I jak to jest, zamiast pędzlem, obiektywem obraz namalować?
Dlatego rzeczywistość jest dla mnie początkiem, nie końcem obrazu...
Kwiat może stać się fragmentem nieznanej planety. Ważka — baśniową postacią. Światło — głównym bohaterem opowieści. A niewielki szczegół Natury, obok którego można przejść obojętnie w swojej codzienności, może na moment otworzyć drzwi do zupełnie świata innego... baśniowego... wymarzonego, jak ze snu najpiękniejszego.
Właśnie w tej przestrzeni — pomiędzy tym, co istnieje, a tym, co można sobie wyobrazić — powstaje MonArt.
Moje fotografie często mają charakter malarski, filmowy i baśniowy, bo tak świat postrzegam swoim okiem... Poszukuję w nich światła, subtelności, ruchu, niedopowiedzenia i tej jednej, niepowtarzalnej emocji. Nie chcę pokazać rzeczywistości dokładnie takiej, jaką jest... Czasem po prostu wolę pozwolić jej śnić.
Każdy projekt traktuję jak małą opowieść, historię w indywidualności duchowych odczuć. Obraz spotyka się w niej z tytułem, słowem, cytatem i muzyką. Wszystkie te elementy mają prowadzić do jednego — emocji.
Bo wierzę, że fotografia nie musi jedynie pokazywać... Wierzę, że obraz można poczuć, tak naprawdę.
Może przypominać muzykę, której nie słychać.
Kadr z filmu, który nigdy nie powstał.
Fragment snu, którego nie potrafimy do końca zapamiętać.
I chyba właśnie dlatego fotografuję...
Żeby tworzyć obrazy światów, których być może nie ma — ale które przez chwilę możemy poczuć... duszą swoją i sercem, bo nie wystarczy patrzeć oczami by zobaczyć więcej...
Mona Ławicka
MonArt
Zdjęcia Kawi Movie
Edit. MonArt


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz